Co powinieneś wiedzieć zanim przejdziesz na surowy weganizm – czy witarianizm jest bezpieczny

Co bardzo chciałabym zaznaczyć.. We wszystkich postach, które zamieszczam tu na blogu, jak i we wpisach na facebookowym fanpage’u staram się mocno uważać na słowa, których używam i na to w jaki sposób piszę, żeby nikogo personalnie nie obrazić czy urazić. Zwłaszcza wtedy, kiedy wyrażam się dość krytycznie o jakimś temacie i nie jest to zbyt pozytywny wpis. Jednak mam świadomość, że wiele osób nie zgadza się z tym, jak piszę o własnych doświadczeniach i spostrzeżeniach, więc po prostu.. ..przepraszam. Jeżeli ktoś personalnie poczuje się urażony. Ja nie mam tu na celu wymierzać krytyki do czyichkolwiek działań, ale dotrzeć do tych, którzy o wielu rzeczach nie mają pojęcia, bo przeraża mnie to, jak widzę, że kolejne osoby podążają za wieloma prawdami, kompletnie bez żadnej świadomości.

Post ten kieruję raczej do osób, które „po prostu” chcą się odżywiać witariańsko i traktują to tylko jako odżywianie – chęć jedzenia zdrowo, utrzymania dobrej sylwetki, proste jedzenie. Jest wielu ludzi, którzy skupiają całe życie na głębokim oczyszczaniu, naturalnej medycynie i traktują to wszystko całościowo łącznie z dietą. To całkowicie inna ścieżka, którą oczywiście szanuję i do takich osób na pewno nie kieruję moich słów. Ja jednak nie chcę skupiać swojego życia na detoksach, oczyszczaniach i niesamowitych efektach zdrowotnych – nie odczuwam potrzeby podążania taką ścieżką, bo mi na tym w życiu nie zależy. Dlatego moje słowa nie mają uderzać w jakiekolwiek osoby, które całościowo skupiają swoje życie wokół wszelkiego oczyszczenia i dążenia do natury.

Pisząc o witariańskiej społeczności także nigdy nie mam nikogo personalnie na myśli. Wyrażam się tylko o „ogóle” atmosfery, działań i teorii, które w tym wszystkim poznałam przez niespełna 6 lat odżywiania się całkowicie na surowo.

Nie są to tylko moje doświadczenia, bo niektórych z nich na szczęście nie zdążyłam doświadczyć. Sama, kiedy jeszcze odżywiałam się w pełni na surowo, obudziłam na szczęście do tego, by zbilansować witariańską dietę na tyle, na ile dawałam radę. Jednak będąc jedną z bardziej charakterystycznych i zauważalnych osób w polskim świecie RAW, dostawałam mnóstwo wiadomości czy pytań od osób, które były lub są na surowej diecie. I to uświadomiło mi, jak ich historie powielają wiele tych samych schematów z problemami, których doświadczyli na witarianizmie. Niestety niektórzy i przez kilka lat wierzą w wymyślne teorie i do głowy im nie przyjdzie, by samemu coś zmienić, że trzeba zbilansować dietę.

 

 

Zweryfikuj kim są osoby, których słuchasz i skąd czerpią wiedzę.

W obecnych czasach w Internecie właściwie każdy może głosić co chce i docierać z tym do ludzi różnymi sposobami komunikacji. A Ty, zanim zaczniesz wierzyć w każdą teorię, którą ktoś przekonująco Ci przekazuje, może.. ..zweryfikuj najpierw kim jest osoba, której słuchasz. Czy jest to specjalista w swojej dziedzinie z wykształceniem medycznym, jeżeli mówi o leczeniu? Czy swoją wiedzę podpiera jakimikolwiek rzetelnymi badaniami lub publikacjami badaczy, naukowców, wykształconych specjalistów? Czy może jest to znachor, który stworzył swoją wymyślną „jedyną słuszną” teorię, której niczym konkretnym nie podpiera? Czy nie słuchasz może młodych fascynatów, którzy po ledwie 2 czy 3 latach obcowania z daną dietą, idealizują własny sposób odżywiania, ignorując wszelkie normy dietetyczne i zdrowotne, odrzucają wszelkie badania i sami nie kontrolują swojego stanu zdrowia?

Książkę może dziś napisać każdy. Posty i artykuły ze swoimi teoriami może dziś napisać każdy. Zweryfikuj czy to w co uwierzyłeś ma jakiekolwiek podparcie w nauce, czy jest to sprawdzone, czy może komuś zależy, żebyś go słuchał i kupował jego suplementy, sprzęty czy cokolwiek tam Ci jeszcze wciska. Albo może finansował go z płacenia za warsztaty, wykłady czy inne tam kursy czy porady. Spójrz na to z boku i sam sobie odpowiedz, sam zweryfikuj. Bo może ktoś Ci będzie wmawiał, że Twoje wszelkie problemy, to objaw detoksu, oczyszczania organizmu i uwalniania toksyn, a Ty przez lata będziesz wierzył, że Twoje bóle, osłabienie, wychudzenie, wypadające włosy i niszczące się ciało to pozytywne oznaki. A dlaczego miałbyś mi wierzyć? Nieeeeee. Ja Ci wcale nie chcę narzucić „moich prawd”, ale zachęcić do tego, żebyś Ty sam zweryfikował, gdzie jest prawda. Może warto choć zerknąć na takie strony, jak blog Damiana Parola – a teraz to już mogę napisać: Dr Damiana Parola – gdzie znajdziesz merytoryczne i poparte badaniami wpisy, które obalają nieco alt-medowych teorii, jak ten o Zakwaszeniu czy o Detoksie przez dietę.

 

O niedobory bardzo łatwo. A ich skutki bywają tragiczne.

Witamina B12 jest konieczna w suplementacji tak samo na surowym weganizmie, jak i „zwykłym weganizmie”. Suplementacja witaminy D3 w naszej polskiej szerokości geograficznej także jest niezbędna – niezależnie od diety. Ktoś Ci mówi, że organizm sobie sam wytworzy te wszystkie witaminy, albo że zakresy referencyjne zostały stworzone dla „zwykłych ludzi”? A witarianie to.. ..jakieś nadprzyrodzone istoty? Czy przypadkiem nie taka sama „szara masa”, mieszkająca w miastach, chodząca do pracy, słuchająca muzyki, uprawiająca sporty i robiąca zakupy na bazarku, Lidlu czy w innej Biedronce? Czy myślisz, że „jedzenie surowego jedzenia” czyni z Ciebie „superhero”, którego nagle nie dotyczą zalecane ilości witamin, minerałów i makroskładników, bez których organizm zaczyna szwankować? Ty sam sobie możesz odpowiedzieć na pytania, bo ja nie zamierzam być tu kolejną osobą, której masz słuchać. Nagły paraliż kończyn u młodych facetów, spowodowany długoletnim brakiem Witaminy B12 – dwie takie historie poznałam. I po dziś dzień cieszę się, że u mnie niedobory dawały o sobie znać już po kilku miesiącach, dzięki czemu błyskawicznie z nich wyszłam po włączeniu suplementacji.

Jednak nie wystarczy zadbać tylko o te wyżej wymienione suplementy. Bardzo łatwo na witarianizmie o niedobory wapnia, żelaza, magnezu czy nawet niedobory witamin. Oczywiście, że w teorii i w cyferkach, to nikogo z Was przecież nie przeraża.

Więc przejdźmy do sedna. Niedobory wapnia niosą za sobą coraz mniejszą gęstość kości, które stają się coraz słabsze i niosą ogromne ryzyko złamań. Podobnie osłabiają się zęby i szkliwo. Mak, sezam niełuskany, migdały, chia, fasola, suszone figi, roślinne mleko i tofu fortyfikowane wapniem – w odpowiednich ilościach to jedne z najlepszych roślinnych źródeł wapnia, a wiele z nich witarianie eliminują ze swojej diety, zwłaszcza, kiedy opierają są głównie na owocach.

Wypadające włosy, zmęczenie to objawy detoksu? No.. ..niekoniecznie. To jeden z najczęstszych objawów niedoborów żelaza (tutaj warto badać na badaniach krwi ferrytynę, a nie samo żelazo!), a zdarza się i przy niedoborach B12. Najbogatszymi w ten pierwiastek produktami także nie są owoce, ale m.in. soja, fasola, soczewica, sezam niełuskany, mak, pestki dyni, nerkowce czy amarantus. Na diecie witariańskiej wyklucza się także wiele z nich, a odżywianie bliższe frutarianizmowi tym bardziej sprzyja anemii.

Magnez, selen, cynk – tu też łatwo o niedobory, gdy minimalizuje się w diecie nasiona, orzechy czy strączki lub spożywa zbyt małą ilość kalorii. A to przecież także niesie za sobą osłabienie stanu włosów, kości, problemy ze snem, skurcze, drżenie mięśni czy zmęczenie.

Witariańska dieta – owoce, warzywa, nasiona, kiełki, orzechy.. Wszystko niby takie zdrowe. Ale trzeba pamiętać, że – zwłaszcza przy wysokowęglowodanowych dietach – to także ogromna ilość błonnika. Tak ogromna ilość, która może być szkodliwa, bo z nim wypłukują się także minerały i witaminy. I co z tego, że przejesz ogromne ilości kalorii, witamin i minerałów z surowizny, jeśli 3/4 z nich się kompletnie nie przyswoi.

A, D, E, K – witaminy rozpuszczalne w tłuszczach. Na diecie wysokowęglowodanowej tych tłuszczów jest bardzo niewiele lub skrajnie niewiele, jak i często mocno promowane jest niełączenie pokarmów (np. tłuszczów z węglowodanami). Co za tym idzie? Spożywasz produkty bogate w te witaminy, ale bez dodatku tłuszczów, one nie mają odpowiedniego środowiska, żeby się przyswoić. Pamiętajmy – witamina A tak ważna dla wzroku, D oraz K niesamowicie istotne dla zdrowia kości i zębów (tak jak i wapń).

Brak okresu to objaw zdrowia, bo przecież nie krwawisz? Ilu z nas wierzyło w zaczytany artykuł o tym, że krwawienie jest nienaturalne. A później się jednak okazuje, że może ta teoria odnosząca się do dzikożyjących plemion, niekoniecznie ma przełożenie na kobiety, mieszkające w cywilizowanym, otaczającym nas środowisku. Zbyt niskie spożycie tłuszczu u kobiet prowadzi bardzo szybko do zaniknięcia okresu i zaburzeń hormonalnych. Jeśli nie przeraża Cię bezpłodność, to miej świadomość, że długotrwale zaburzona gospodarka hormonalna, to nie tylko brak możliwości rodzenia bachorków, ale i poważniejsze skutki dla całego organizmu. Niestety nie malała ilość kobiet i młodych dziewczyn, które opisywały swoje historie związane z rozwaloną gospodarką hormonalną. I najczęściej schemat był jeden – zbyt niskie spożycie tłuszczów i niezbilansowana dieta wysokowęglowodanowa. Sama też tego doświadczyłam i przekonałam się, jak wszystko potrafiło wrócić do normy, kiedy na witarianizmie znacznie zwiększyłam spożycie tłuszczów.

 

Duże spożycie kwaśnych owoców może mieć bardzo negatywny wpływ na szkliwo.

Ogromna nadwrażliwość zębów, ból i osłabione szkliwo. To chyba był najczęściej pojawiający się problem u witarian, jaki pamiętam. Nieustannie pojawiały się kolejne osoby, u których nadwrażliwość zębów była koszmarnie odczuwalna. Kwasy zawarte w owocach – zwłaszcza jabłkach czy cytrusach – bardzo mocno potrafią uszkadzać szkliwo, jeżeli są spożywane w większych ilościach. Sama też się o tym doskonale przekonałam i nieraz o tym przestrzegałam. Przez pierwsze dwa lata witarianizmu, kiedy miałam sporo jabłek w swojej diecie, dorobiłam się takiej nadwrażliwości zębów, że bolały mnie już nawet przy samym wdychaniu powietrza. I.. ..niejedna osoba zaznała identycznych doświadczeń. A na leczenie nadwrażliwości zębów.. ..też trzeba było wydać niemałą kwotę.

 

Wydatki na jedzenie są.. ..potężne.

I piszę tu oczywiście o jak najbardziej zbilansowanej surowej wegańskiej diecie z odpowiednią ilością kalorii i wszystkich makroskładników. Można oczywiście szamać przez cały rok jabłka, kapustę i marchewkę, czyli bazować na kilku najtańszych produktach, ale.. ..tak samo można codziennie zjeść 8 białych bułek ze smalcem. Zapchasz się, najesz się, kalorie wyrobisz.. A jak to się przeniesie na Twoje samopoczucie i zdrowie, to już nie wiem czy chcesz doświadczyć. Pomijając już to, czy jedzenie samych najtańszych produktów faktycznie sprawia Ci przyjemność.

Wydatki na jedzenie są POTĘŻNE w porównaniu choćby ze zwykłym weganizmem. Jak tylko skończy się marzec, to na blogu pojawi się wpis porównujący moje jedzeniowe wydatki, które ponosiłam na witarianizmie oraz te, które mam teraz na zwykłym weganizmie. Spisuję wszelkie moje finansowe sprawy od kilku lat – w tym osobno liczę wszelkie, nawet najdrobniejsze koszty mojego jedzenia – więc mam dokładny obraz, jak to się kształtowało i kształtuje. Na dzień dzisiejszy napiszę tylko, że witarianizm, na którym polowałam na wszelkie promocje, dogadywałam się ze sprzedawcami i starałam się jeść to, co miało dobry stosunek ilości kalorii do ceny, wymagał ode mnie 2-3 razy wyższych nakładów finansowych, niż obecny weganizm, na którym niespecjalnie oszczędzam. Bo choć łapię często promocje, to nie oszczędzam na jakości produktów, więc niekoniecznie kupuję to, co najtańsze i nie ograniczam się w wyborze produktów, sięgając codziennie po tofu, lepsze jakościowo czekolady, orzechy, migdały, jak potrzebuję to i mleka roślinne czy inne produkty, które nie są tak tanie, jak kasza.  A jednak. Wydatki są śmiesznie niskie w porównaniu z RAW, mimo spożywania solidnej dawki kalorii. To jest oczywiście mój przykład. Ale temat finansów pojawiał się w witariańskiej grupie wiele razy i o ile ktoś nie stosował co chwila głodówek i postów, nie ograniczał kalorii, nie praktykował freeganizmu lub nie miał własnych upraw i ogródka, to wydatki w okolicach 1000 zł miesięcznie na surowe odżywianie dla jednej osoby były standardem (i to raczej nie zaopatrując się w ekologiczne produkty).

 

Jedzenie to.. ..jedzenie.

Energetyka i wibracje surowego jedzenia, miłość wypływająca z każdego owocu, dorabianie wielkich filozofii i ideologii do odżywiania. Luuuuuuuudzie! To tylko jedzenie! Kilogramy żarcia, które kupujecie w Biedronkach, Carrefourach czy na warzywno-owocowych targach, ładujecie do plecaka lub bagażnika samochodu, składujecie w domu i wpieprzacie (nie, to nie jest obraźliwe słowo, tylko bardzo lubię go używać, jako synonim czynności jedzenia ;)), jak miliony innych ludzi. I taaaaak, owszem, sama też tkwiłam kiedyś w tych wszystkich filozofiach i duchowościach. I kiedy w końcu popatrzyłam na to z boku.. ..to dopiero zdałam sobie sprawę, jak łatwo nam się wierzy we wszystko, co po prostu jest przekonująco przekazane. Obudźcie się, spójrzcie z boku i racjonalnie na to w co wierzycie.

 

Liczę, że to raczej ostatni wpis o tej ciemniejszej stronie surowego weganizmu, o której niewiele mówi jakikolwiek jej propagator. Nie chcę się skupiać na negatywach, nie chcę, żeby ktoś czuł się urażony i nie chcę wkładać kija w alt-medowo-medyczne mrowisko. Wolę bardziej się skupić na pozytywach weganizmu, niż na negatywach surowego weganizmu. Bo oczywiście zarówno w jednym, jak i w drugim są pozytywne i negatywne cechy. Na surowym weganizmie spędziłam blisko 5 lat i 9 miesięcy, więc nie wszystkiego doświadczyłam, nie wszystko poznałam, nie wszystko zrozumiałam. Ale myślę, że te kilka lat doświadczeń i rozmów z innymi, wiele mi pokazało, nauczyło i.. ..chciałabym to wszystko wiedzieć zanim weszłam na tę ścieżkę, żeby od początku podchodzić do tego zdroworozsądkowo i wiedzieć, o co należy zadbać. Tyle ode mnie, tyle na dzisiaj. Wybaczcie, że średnio-entuzjastyczny wpis.

Share Button
  • (Visited 3 535 times, 1 visits today)