Po powrocie do niesurowego odżywiania – gdzie jest ta.. ..żywieniowa wolność?

I jak pisałam, tak też się stało. 29 grudnia 2017 – po 5 latach i 9 miesiącach odżywiania całkowicie RAW – definitywnie zakończyłam moją w pełni witariańską ścieżkę żywieniową, powracając do normalnego, optymalnego wegańskiego odżywiania. Od momentu, kiedy podjęłam tę decyzję, nawet przez ułamek sekundy nie pojawiła mi się w głowie myśl zwątpienia lub zawahania czy dobrze robię. Pisanie posta o zagrożeniach związanych z RAW, rozpoczęłam już ponad 1,5 roku temu i gdzieś tam cały czas się przewijał.. A kiedy kilka dni temu wzięłam się za jego dokończenie.. ..to było jak solidny kop z przekonaniem.. ..że ja nie chcę w tym dalej uczestniczyć, że to z czym wiąże się odżywianie RAW, gdzieś tam kłóci się z moim bardziej racjonalnym podejściem do zdrowia i odżywiania.

Jak pewnie sporo osób zauważyło, zmieniła się nieco nazwa facebookowego fanpage’a, gdzie figuruję z dodatkiem mojego imienia i nazwiska. Chciałam, żeby zmiana kierunku mojego profilu była troszkę bardziej zaakcentowana, niż samo oderwanie frazy „RAW”, a tym samym odsłoniłam nieco swojej internetowej anonimowości, nie zasłaniają się jedynie pseudonimem. A do mnie.. ..mów, jak chcesz – czy to Shojin, czy to Ewa, jestem wciąż tą samą osobą (tylko z gotowanym brokułem w żołądku ;)).

Pojawiło się kilka pytań o tatuaż, na którym widniał mały dopisek „RAW” – niewiele zwlekając, został zakryty symbolem Straight Edge, czyli trzema X-ami, które gdzieś tam od lat były mi w głowie do wytatuowania.

20180103_133941bb

 

Minął ponad tydzień od powrotu do zwykłego weganizmu, więc coś mogę napisać o odczuciach, wrażeniach, zmianach. Fizycznie.. ..nie odczułam jakichkolwiek, najmniejszych dolegliwości czy kataklizmów organizmu, które wg wielu osób czekają na ludzi odchodzących od RAW. Żadnych rewolucji w żołądku, żadnego bólu głowy czy otępienia. Nie zauważyłam żadnej różnicy w energii na treningach czy kondycji – choć jakieś głębsze wnioski (jak i te zdrowotne) pojawią się pewnie po nieco dłuższym czasie.

Ogromne zmiany zaszły jednak w mojej psychice, podejściu. Na RAW nie czułam się czymkolwiek ograniczona, niczego mi nie brakowało, nie zmagałam się z jakimikolwiek zachciankami, nie tęskniłam za żadnymi smakami, bo – jak wielu surowych wegan – nawet nie postrzegałam jako jedzenie produktów, które nie były roślinami w swojej naturalnej postaci. Jak i wielu osobom wydawało mi się, że to właśnie jest ta żywieniowa wolność. Ale prawdziwą wolność w psychice.. ..poczułam właśnie wtedy, kiedy zakończyłam witariański etap w życiu.

Odejście od jakichś schematów, koncepcji, zasad, odspołecznienia. Obserwowałam ludzi z obsesją na punkcie ideału odżywiania i zdrowia, żyjących w paranoi detoksów, głodówek, oczyszczania, odrobaczania, unikania wody, tłuszczów czy nawet warzyw. Nie chcę tutaj nikogo urazić – uważam, że to jest indywidualny wybór i jeśli ktoś się w tym odnajduje, to w porządku. Jednak ten świat był tak sprzeczny z moim podejściem do odżywiania i przekonaniami, że przez ostatnie blisko dwa lata kompletnie przestałam się w nim odnajdywać i rozumieć ideę odżywiania na surowo. 

Kiedy zakończyłam surową ścieżkę, to momentalnie coś mi się odblokowało w głowie – zauważyłam, jak bardzo w witariańskiej społeczności potrafi się zmienić podejście do świata, życia, ludzi. Jak ludzie stają się zamknięci na 99% reszty społeczeństwa, na obcowanie z nim. Oceniają ich wybory, zakupy, styl życia, obcowanie z rodziną, patrzą z wyższością i poczuciem większej świadomości na „półgłówków, którzy jedzą przetworzone produkty”. Przerażało mnie robienie ideologii i religii z jedzenia czy paranoje na punkcie analizy czy każdy owoc lub warzywo w ogóle powinno być spożywane.

20180105_165726bb

 

Niespełna 6 lat temu zaczęłam się odżywiać na surowo, przede wszystkim przez „fast-foodową prostotę” tego odżywiania. Ale kiedy już weszłam na tę ścieżkę, to przez pierwsze 3-4 lata, byłam przekonana o słuszności czy ideałowi odżywiania na surowo i nie mieściło mi się w głowie, że można kiedyś od tego odejść. Naczytałam się książek, artykułów, naoglądałam oświeceniowych filmów, w których bzdur i niepotwierdzonych teorii nie brakowało –  a wtedy wydawały się tak spójne. Blisko dwa lata temu, kiedy mocniej zgłębiałam racjonalną dietetykę, zaczęłam dostrzegać wady i mity surowego odżywiania.

Absurd goniący absurd, teorie o tym, że warzywa też są złe, że nie należy spożywać tłuszczów, że awokado wyżera mózg, że wychudzone ciała są naturalne, że lekarze to zło, że społeczeństwo to zło, że surowa dieta jest lekiem na wszystko.. ..sprawiły, że przestawałam kompletnie odnajdywać się w tej społeczności i widzieć jakikolwiek sens i chęć postrzegania siebie przez pryzmat surowego odżywiania.

Kto jest nim zafascynowany, to na pewno sam musi wszystkiego doświadczyć, żeby uznać, czy to jest droga na całe życie. Ja też przez pierwsze lata byłam fascynatką i też musiałam sama tego wszystkiego doświadczyć, żeby uznać, że to wcale nie jest poczucie wolności, a o ideał dobrego zdrowia też wcale nie łatwo. Mam świadomość, że mnóstwo osób zostało wyleczonych surową dietą lub bardzo im pomogła w wielu aspektach zdrowotnych. Ja piszę tylko o własnych odczuciach – z perspektywy osoby, która nie miała zdrowotnych problemów i obsesji.

Czy żałuję kilku lat na RAW? Zdecydowanie nie. Ogromnie dużo się nauczyłam, zafascynowałam się dietetyką, na treningach zawsze miałam ogrom energii i chęci do aktywności. Dobrze się czułam, jadłam to, co uwielbiam, nie tęskniłam za innymi smakami. Zdrowia też sobie nie zrujnowałam, choć i niejednego niedoboru na początku RAW się dorobiłam. Poznałam mnóstwo wspaniałych osób, od których ogrom się nauczyłam, niezależnie od tego, jak bardzo moje wizje zdrowia i odżywiania się od nich różniły. Wspaniały czas, wspaniali ludzie, ale.. ..to nie była wolność.

 

Odczułam ogromny luz psychiczny i jest po prostu.. ..fajnie.

Fajnie jest postrzegać cały też żywieniowo-gastronomiczny rozwój, jako coś.. ..normalnego, dla ludzi.

Fajnie jest, kiedy nie musisz pochłaniać ogromnej ilości owoców, żeby przejeść odpowiednio dużo kalorii, próbując bezskutecznie przytyć.

Fajnie jest nie przejmować się tym, czy orzechy lub jakiekolwiek inne produkty, które kupujesz są surowe.

Fajnie jest tak po prostu pójść do sklepu i móc skorzystać z ogromu wegańskich (a często to i jednocześnie zdrowych) opcji, które obecnie są dostępne na każdym kroku.

Fajnie jest móc po prostu wyjść z kimś do jednej z dziesiątek wegańskich restauracji czy knajp, niekoniecznie na coś bardzo zdrowego i po prostu.. ..uważać to za normalne i przyjemne spędzenie czasu.

Fajnie jest przygotować coś do jedzenia i przekonać się, że ugotowanie wcale nie zajmuje więcej czasu w kuchni, niż mozolne obieranie tony surowych owoców i warzyw.

Fajnie jest czuć, że.. ..jesteś częścią społeczeństwa, a nie żyjesz tylko swojej małej witariańskiej społeczności, przez którą nie rozumiesz tego, co dzieje się na zewnątrz.

 

I nie ważne czy jem teraz w 100, 80 czy 20 procentach surowe jedzenie. Ważne, że nie czuję się już częścią czegoś, co jest sprzeczne z moim podejściem.

 

Niektóre stare posty będą powoli znikać, a ich tematy będą zastępowane treściami z nieco innym podejściem. Wegańskie foodbooki, porównanie kosztów odżywiania i inne zamysły z mojej głowy też na pewno się pojawią.

Share Button
  • (Visited 1 006 times, 2 visits today)
    • Mikołaj Adamowicz

      „Obserwowałam ludzi z obsesją na punkcie ideału odżywiania i zdrowia, żyjących w paranoi detoksów, głodówek, oczyszczania, odrobaczania, unikania wody, tłuszczów czy nawet warzyw. Nie chcę tutaj nikogo urazić – uważam, że to jest indywidualny wybór i jeśli ktoś się w tym odnajduje, to w porządku.”

      Cały post spoko, tylko troszkę mnie zirytowało, że najpierw urażasz a potem piszesz, że nie chcesz urazić. Na pewno ktoś Ci kiedyś powiedział, gdy byłaś jeszcze na witarce, że żyjesz w paranoi jedzenia tylko surowego, gdy wokół tyle dobrych wędlin, zdrowych jogurtów, pieczywa itp. i jeszcze się dziwił czemu się tak katujesz… Szkoda, że powielasz negatywne schematy, robiąc dokładnie to samo. Obsesja i paranoja to nie są neutralne określenia.

      • Jak bym nie byłą świadoma, że moje słowa może ktoś odebrać osobiście i poczuć się urażony, to bym przecież nie dopisywała, że nie chcę urażać :) Uważam, że każdy ma swoją drogę i jeżeli komuś ona odpowiada, to w porządku. Ja jednak tak to właśnie widziałam – obsesyjnie i paranoicznie.. ..i ja się w tym przestałam odnajdywać.

        No i właśnie widzisz.. ..nigdy nikt mi nie powiedział, że żyję w paranoi surowego jedzenia i nie wspominał o wędlinach, bo raczej wszyscy wiedzieli jak luźne mam podejście do odżywiania, a surowizna jest dla mnie głównie odpowiedzią na totalną prostotę jedzenia, proste smaki i szybkość przygotowywania :)

    • estera w

      HEJ EWA! POLECAM CI OBEJRZEC NA YOUTUBE FILMIKI DR MORSA! SĄ PO ANGIELSKU ALE CZĘŚĆ JEST PRZETŁUMACZONA PRZEZ TOMASA TOMASEVICA.MYŚLĘ, ŻE TWÓJ PROBLEM Z PRZYTYCIEM NIE WYNIKAŁ Z NIEDOBORU KALORII ALE ZE ZŁEGO WCHŁANIANIA. PEWNIE MASZ TEŻ SŁABE NERKI ( WIĘKSZOŚĆ MŁODYCH TAK MA). RADZE CI SPRÓBOWAĆ OPCJI OWOCE + ZIOŁA I SPRAWDZAĆ CZY NERKI FILTRUJĄ. ZROBISZ OCZYWIŚCIE JAK ZECHCESZ.
      POZDRAWIAM CIEPLUTKO.

      • Dziękuję, oglądałam większość jego filmów. I absolutnie nie zamierzam popadać w paranoję owoców i ziół, żeby doprowadzać swój organizm do ideałów filtracji i wchłaniania. Kompletnie mnie ten kierunek nie interesuje, więc dziękuję ^_^
        Na weganizmie czuję się fantastycznie przede wszystkim psychicznie i naprawdę nie potrzebuję wprowadzać jakichś skrajności owocowo-ziołowych ;)

        Pozdrowienia i dziękuję za komentarz ^_^