SHOJIN

精進 Shōjin

 

Jestem trenerem personalnym, który żywi się surowymi roślinami i dąży do ciągłego poprawiania sprawności. Treningi personalne prowadzę oczywiście nie tylko dla wegan – nie ważne na jakiej jesteś diecie i jakie masz poglądy, zapraszam na treningi :)

Kurs trenerski ukończyłam w  Instytucie Rozwoju Trenerów Personalnych Fit-Academy, a obecnie stawiam przede wszystkim na własny rozwój, czyli podejmowanie szkoleń ukierunkowanych na specjalizacje trenerskie. Szkoliłam się także z układania i komponowania diety wegańskiej  u oraz jestem w trakcie kursu z zakresu witarianizmu – Raw Food Nutritionist.


Chcesz ze mną trenować? Potrzebujesz wegańskiego lub raw wegańskiego planu żywieniowego? Odsyłam do zakładki współpraca oraz kontakt.

 

cerrr

 

Trochę szerzej o mnie..

SPORT

Sport towarzyszy mi niemal od zawsze. Od najmłodszych lat mama – nauczycielka Wychowania Fizycznego – zaszczepiała we mnie pasję do wszelkich sportów i aktywnego spędzania czasu. Wśród wielu dyscyplin, z którymi miałam styczność, od dzieciństwa nieustannie ogromnym zamiłowaniem darzę miejskie/uliczne sporty ekstremalne (deska, rolki). Będąc w Sportowym Gimnazjum przez 3 lata trenowałam także w klubie koszykówkę.

Studiowałam Turystykę i Rekreację na warszawskim AWFie, jednak po jakimś czasie porzuciłam te studia – rozczarował mnie głównie brak sportu na tym kierunku. Studiowałam także Muzykologię na Uniwersytecie Warszawskim, spędziłam rok w Szkole Muzycznej, a po przygodach ze studiami moja ścieżka znowu skierowała się w sportową stronę.. ..i na niej już zostałam. Zafascynowałam się trenowaniem wytrzymałości, sprawności i treningiem siłowym. Od I edycji Biegu Wegańskiego na 10 kilometrów, w którym wzięłam udział, zaczęłam także sporadycznie biegać dla przyjemności, kondycji i nieustannie biegam w każdej kolejnej edycji tego wydarzenia.

Trenuję wytrzymałość, siłę, sprawność i powoli wdrażam się w kalistenikę/Street Workout. Kiedy tylko mogę to poruszam się freeskatingowo/powerbladingowo na rolkach oraz deskorolce, do której dopiero co powróciłam po latach i zaczynam uczyć się wszystkiego od nowa.

avvvv

ODŻYWIANIE

Wegańska witarianka, witariańska weganka. Po kilku bezmięsnych (ale nie wegetariańskich) latach zaczęłam poznawać wegański styl życia i 31 grudnia 2010 roku zostałam weganką.
Nieco ponad rok później zaczęłam się odżywiać całkowicie na surowo (od początku jest to witarianizm w wersji wysoko węglowodanowej, nisko tłuszczowej) i tak też od 16 marca 2012 roku, aż po dzień dzisiejszy spożywam tylko surowe rośliny. Bazuję także na systemie odżywiania Intermittent Fasting.

Całe życie wolna od wszelkich używek. Kiedy w okolicach 2006 roku zaczęłam się interesować sceną hardcore, to automatycznie dołączyłam do grona Straight Edge. Alkohol, papierosy i inne narkotyki – stanowcze NIE.

Promuję przede wszystkim weganizm i całkowicie roślinne odżywianie. To czy będzie na surowo, czy nie, to już własny wybór.

_DSC7819bbxxvvv

 

 

W kilku ujęciach treningowych..

 

100km

Screenshot_2016-06-08-16-40-04-horz

bossbb

 

Shōjin [wym. upr.: szodżin/siodzin] (skt. Virya) – energia, wysiłek w nieustannym dążeniu do oświecenia. M. in. czwarta z sześciu buddyjskich paramit, jedna z części Szlachetnej Ośmiorakiej ścieżki. Także wegańska kuchnia japońska, wprowadzona wraz z Buddyzmem.

Share Button
  • Shōjin – piękne imię, gratuluję Ci, że odnalazłaś Siebie i super, że piszesz z serca.

  • Anonimowy

    Witaj! Dopiero dziś odkryłam Twojego bloga i przeczytałam od razu całego. Póki co jestem na dobrej drodze do weganizmu, kto wie może potem witarianizm. Powiedz mi proszę czy Ty korzystasz z tanich polskich sezonowych produktów takich jak śliwki, jabłka itd? Czytając Twojego bloga można mieć wrażenie, że taki sposób odżywiania jaki preferujesz jest tylko dla wybranych, bo jest naprawdę drogi:(
    Pozdrawiam Cię gorąco
    Kasia

  • Witaj Kasiu,
    dziękuję bardzo za Twój komentarz :)
    Ja jem zazwyczaj te owoce i warzywa, na które mam w danym momencie ochotę. Tym samym – oczywiście, że korzystam z polskich sezonowych produktów! :)
    Witarianizm absolutnie nie musi być drogi – zarówno przez korzystanie z sezonowych owoców i warzyw, które niewiele kosztują, jak i dzięki uważnemu śledzeniu promocji, dogadywaniu się ze sprzedawcami i szukaniu tego, co potrzeba. Zarobki u mnie należą raczej do niewielkich, nie kupuję organicznej żywności, ale.. ..kombinuję jak mogę i DA SIĘ :) Zdecydowanie nie potrzeba fortuny do najprostszego witariańskiego odżywiania! :)

    • Anonimowy

      Miło to słyszeć:) jeśli możesz pokazuj czasem jak wyglądają Twoje posiłki? czy naprawdę zawsze są to tylko pokrojone warzywa i owoce?:)
      pozdrawiam Cie serdecznie i dzięki za inspiracje:)

  • Charlie

    Hej, Shojin. Obserwuję twojego bloga od jakiegoś czasu i zachodzę w głowę, i l e ty masz lat? Wyglądasz na góra 18 xd

    • Shojin

      Hej, bardzo mi miło n__n Czuję się na jeszcze mniej, niż mi tutaj sugerujesz i tego się trzymam ;)
      Osiemnastka to była już jakiś czas temu, ale że od tamtego czasu przestałam liczyć lata, to łatwiej będzie mi podrzucić, że jestem z rocznika ’91 :)

      Pozdrawiam

  • NaTALIA

    1.Od zawsze podobało mi się życie bez używek , „Straight Edge” bez wcześniejszym zapoznaniem się z tą ideologią. Powiedz mi czy nigdy nie paliłaś papierosa, nie wypiłaś kieliszka czy po prostu któregoś dnia stwierdziłaś że czas na zmiany. 2. Jak twoje podejście do życia akceptuje,społeczeństwo, rodzina? masz ludzi o podobnych zainteresowaniach wokół Siebie? Wydajesz się bardzo ciekawą osobą:)

    • Shojin

      Hej Natalia :)
      Odpowiadając na Twoje pytania..
      1. Nigdy w życiu nie paliłam, ani nawet nie dotknęłam papierosa – jest to dla mnie chyba najbardziej odrażająca czynność, jaką w życiu widziałam. „Kieliszka” też nigdy nie wypiłam, jeśli masz na myśli jakieś mocniejsze alkohole – nigdy nie próbowałam. Odraża mnie zapach, wygląd i to, że wpływa na świadomość/myślenie/zachowanie. Jeśli chodzi o alkohol, to ze trzy w życiu, jako dzieciak, próbowałam jedynie jakieś pojedyncze łyki piwa. Mając 15 lat uświadomiłam sobie, jakie to jest durne – obleśny smak, obleśny zapach, a ludzie po alkoholu zachowują się tak poniżająco, odrażająco i żenująco, że nie chcę z tym mieć nic wspólnego. I tak już zostało – wstręt do wszelkich tego typu używek. Niedługo później przez hardcore’ową muzykę poznałam Straight Edge, w którym się zaszufladkowałam ;)
      2. Jak moje podejście akceptuje rodzina i społeczeństwo, to chyba trzeba by było ich zapytać – ja nie przykładam do tego za bardzo uwagi, bo ja z ich podejściem nie mam nic wspólnego :) W mojej najbliższej rodzinie każde z nas mieszka osobno i ma swoje życie, więc nikt za bardzo nie wchodzi sobie w paradę. Ja generalnie zawsze byłam „mocno inna” od wszystkich, więc nikogo chyba od dawna już nic nie dziwi, co mnie dotyczy. Odnośnie rodziny, to mogę tylko dodać, że mojej mamie od kilku lat podrzucam różne książki, dzięki czemu sama „wkręciła się” w rozwój duchowy i została surową weganką – czyli poszła w moje ślady.
      Ludzi wokół siebie (jakichś bliższych znajomych) nie mam w zasadzie w ogóle, bo nie bardzo umiem utrzymywać realne znajomości i niekoniecznie ich potrzebuję. Męczy mnie częste towarzystwo. W zasadzie prawie wszyscy moi znajomi to osoby z Facebooka/grup facebookowych i tam się z nimi kontaktuję – tam to faktycznie jest sporo osób o podobnych zainteresowaniach, bo właśnie w takiej tematyce się poruszamy :)

      Pozdrawiam i bardzo dziękuję za komentarz n__n

  • Natalia

    A miałaś kiedyś chłopaka? nie brakuje Ci czasem miłości, takiej ” modelowej ” rodziny? Chooolera, podziwiam Cie bardzo, za to że nie boisz się pokazywać swojego ja, idziesz pod prąd.. mam inny tok myślenia od ludzi otaczających mnie,a jednak jest strach przed oceną, pokazaniem swojego prawdziwego Ja. Strach przed samotnością? Dużo czytam,trochę próbuje zmienić,ale za dużo uwagi poświęcam temu co pomyślą inni. Świadomie myślę że to nie ma sensu, że to nie mój problem.. i tak dalej,jednak podświadomość podrzuca te same schematy.Napiszesz coś od Siebie, doradzisz? polecisz jakąś książkę? :) // Nigdy w życiu nie pisałam do nikogo w takich sprawach, ale na prawdęęęę mnie mocno zainspirowałaś.:)

    • Shojin

      Zdecydowanie tu nie ma co podziwiać ;) To, co postrzegasz przez tego bloga i moją osobę, jest tylko malutkim fragmentem tego, jak ja tu ukazuję. „Moje ja” nie istnieje, bo w psychice mam małe zwarcie odnośnie postrzegania własnego ja i własnej osobowości. Zmierzanie „pod prąd” to nie jest w tym przypadku brak strachu czy odwaga. To po prostu dla mnie norma, która w moim odczuciu jest normą. Po prostu zdecydowana większość ludzi postrzega świat przez inne normy. Nie wiem czy rozumiesz, co mam na myśli. Ciężko mi to wytłumaczyć ;)
      We mnie jest ogromna ilość lęku i niestety jest to jedna z tych spraw, z którą nie udało mi się poradzić.
      Jeśli chodzi o „co pomyślą inni” to też towarzyszyło mi niemalże przez całe życie. Ogromna nadwrażliwość, paranoiczne myśli, bardzo słaba psychika – bałam się wszelkich reakcji innych ludzi. Co prawda nie zniknęła u mnie skrajna nadwrażliwość i reszta wymienionych cech, ale zaczęłam za każdym razem zadawać sobie do skutku w głowie jedno pytanie: „I co z tego?”. I przestaje mieć znaczenie czyjakolwiek ocena i reakcja.
      Jeśli chodzi o książki to dla mnie „psychicznym zbawieniem” były dwie, które są zamieszczone w blogowej zakładce „Polecane”. Jest to książka „Biała Księga” – Ramtha oraz „Zniknięcie Wszechświata” – Gary Renard. Obie pozycje to najbardziej wartościowe teksty, jakie w życiu przeczytałam. Ale też uprzedzam, że nie dla każdego będą odpowiednie w danym czasie.

      „Modelowa rodzina” to nie do końca mi znane pojęcie, bo moja rodzina była i jest dość specyficzna, więc ten model był troszkę zachwiany. W dzisiejszych czasach to w ogóle chyba niewiele rodzin trzyma się takiego standardowego „modelu rodziny” ;) I też nie do końca wiem, co masz na myśli, pisząc o tym. Mi to się kojarzy ze schematem: mama + tata + dzieci, do tego piesek, domek i samochód ;)
      Jedyna, prawdziwa, szczera i bezgraniczna miłość, jaką mogę otrzymać to tylko ta, którą mogę dać sama sobie. Tu nie trzeba oczekiwać na cokolwiek z zewnątrz ;) Przedtem miałam jeszcze jednego faceta i po tamtym związku mam piękne wspomnienia. Nieprawdopodobnie bolesny, toksyczny i daleki od planowania „modelowej rodziny”, ale towarzyszył temu ogrom wspaniałych uczuć ;)

      Pozdrawiam i jeszcze raz dzięki za wpisy :)

  • akima

    A czy Shojin to nie jest japońskie słowo? Bo jeśli tak, to chyba powinno się je wymawiać Sioodzin? ;) Wszędzie też czytałam, że Shōjin ryōri jest to raczej kuchnia wegetariańska, nie wegańska, ale może po prostu tak została nazwana z braku znajomości nazewnictwa ;) O weganizmie w ogóle mało który Japończyk kiedyś słyszał, zresztą nawet o wegetarianizmie niestety już nie mają pojęcia w tym kraju. Aż dziwne, biorąc pod uwagę, ideologię buddyjską :/

    • Tak, oczywiście jest to japońskie słowo i właśnie tak „dziecinnie” powinno być wymawiane ;) Jednak ja dla ułatwienia przyjęłam „zangielszczoną” wymowę, czyli tak, jak np. Amerykańce wymawiają ;) Oczywiście każdy może wymawiać, jak chce i jeśli tylko komuś nie sprawia problemu oryginalna wymowa to jak najbardziej miło, żeby tak mówił n__n

      Z tego, co ja przetrzepywałam Internet, to doszłam mniej więcej do informacji, że bardzo rzadko kiedy były w niej używane składniki odzwierzęce (niewegańskie), więc bardziej jest to kuchnia wegańska. Ale, że weganizm też się zawiera w wegetarianizmie i sam weganizm jest właśnie średnio znany, to wystarczy pewnie nazywać ją wegetariańską ;) No i Shojin Ryori odrzuca jeszcze produkty typu czosnek, cebula, por i inne cebulowe n__n

      Pozdrawiam ^_^

      • akima

        Odrzucał chyba w ogóle wszystkie bulwy i każdą roślinę, którą trzeba było zabić, żeby ją zjeść ;)
        Z tym weganizmem, to wydaje mi się, że po prostu nie opłacało im się trzymać żadnych zwierząt, skoro nie mogli ich zjeść i dlatego też nie bardzo używali nabiału, chociaż co do jajek nie jestem pewna. O ile pamiętam, to buddyzm nie wykluczał jedzenia ryb, ptactwa i zająców albo królików, taka mała selekcja :P Ale akurat w Shōjin ryōri nie jedli żadnych zwierząt, chociaż mogli odkupywać jajka od innych. Azjaci jajka pakują do wielu rzeczy, nawet czasem ciężko jest to poznać i się człowiek tego kompletnie nie spodziewa. Pamiętam, jak mi kiedyś znajoma przywiozła jakieś cukierki typu żelki (jeszcze przed wege) z Japonii i one były jajeczne :/ Zresztą często jajka do ryżu pakują, więc nie zdziwiłabym się, gdyby i wtedy tak robili.
        O ile się orientuję, to chyba Karolina z W Krainie Tajfunów pisała kiedyś o tej diecie obecnie w Japonii, ale ceny dań są masakryczne i chyba są jednak wegetariańskie, ale nie jestem pewna, ona chyba wtedy weganką jeszcze nie była. Zresztą to jest chyba mało istotny szczegół, ale jestem marudna ;P

        • Z tym zabijaniem roślin to pierwsze słyszę w odniesieniu do Buddyzmu :) Takie podejście to tylko w definicji skrajnych fruitarian znam. Jajka też się raczej nie pojawiają.

          Tutaj pasowałoby mi wkleić jeden ze znalezionych tekstów, który o tym mówi:
          „Wielu buddystów jest wegetarianami, ale nie wszyscy. To jest niespodzianka dla ludzi, którzy rozumują, że buddyści kierowani wielkim współczuciem, nie powinni jeść ciała żadnej żyjącej istoty. To zawsze powodowało spory między buddystami. Chińscy i wietnamscy buddyści z tradycji Mahajany czy Północnej tradycji są ścisłymi wegetarianami. Ta tradycja zakazuje również jedzenia pięciu ostrych roślin (cebuli, czosnku, porów, szalotki i szczypiorku), a także jajek i oczywiście alkoholu i tytoniu w jakiejkolwiek postaci.”

          W przypadku tych ostrych warzyw nie chodzi o to, że trzeba ją zabić, ale o „Czwarte wskazanie o pięciu ostrych roślinach”, czyli „Uczeń Buddhy nie powinien jeść pięciu ostrych roślin: czosnku, szczypiorku, pora, cebuli i asafoetida. Nie powinien ich spożywać jeśli są tylko jednym ze składników w potrawach. Jeśli tak czyni to popełnia wykroczenie.”

          Oczywiście ja to znam tylko lekko teoretycznie, bo mocno nie zagłębiam się w Buddyzm ;)

          • akima

            „Początki kuchni klasztornej sięgają VI wieku, kiedy sprowadzono do Japonii buddyzm, lecz jej rozkwit nastąpił w okresie Kamakura (1185-1333) wraz z rozwojem buddyzmu zen, zwłaszcza na gruncie szkoły sōtō (tzw. styl Eiheiji – Eiheiji-ryū). Buddyjski zakaz zabijania istot żywych został uwzględniony w oficjalnym prawodawstwie – pierwszy cesarski edykt w tej sprawie został ogłoszony przez cesarza Tenmu w 676 roku. Dopuszczono jedynie konsumpcję ryb i ptactwa, natomiast nie wolno było spożywać dziczyzny. Co ciekawe zakaz ten nie obejmował zajęcy, ponieważ do ich liczenia używano tego samego klasyfikatora (wa), co do liczenia ptaków. W okresie średniowiecza zdarzały się przypadki rozpasania i rozluźnienia obyczajowego kleru buddyjskiego. W celu zdyscyplinowania rozpustnych mnichów religijni reformatorzy, jak np. mistrz zen Dōgen (1200-1253), stworzyli rygorystyczne reguły klasztorne, które obejmowały wszystkie dziedziny życia, w tym listę dozwolonych pokarmów oraz szczegółową etykietę spożywania posiłków.

            Buddyjski zakaz zabijania istot żywych znajduje swoje odzwierciedlenie w stosowanych składnikach – w kuchni klasztornej nie korzysta się mięsa, ryb, czosnku, cebuli, pora oraz innych roślin korzeniowych, gdyż ich użycie skutkuje uśmierceniem całej rośliny.” ;)
            Ale pewnie co źródło, to interpretacja, w każdym razie czytałam też o tym w jakiejś książce o historii Japonii, ale teraz już nie powiem w której, bo nie pamiętam ;)
            Co do jajek, to nie wiem, o tym nie czytałam. Widziałam tylko na różnych stronach, że jest to dieta wegetariańska i w sumie nigdzie nie było napisane, że wegańska, być może na co dzień ich nie używali, ale nie było to jakoś ściśle zakazane, albo używali czasem nabiału, bo przecież mnisi nie zabijali krów czy kóz, skoro im tego robić nie wolno.

          • Ale miło, dzięki bardzo za wrzucenie tego tekstu! ;) Trochę wiedzy zawsze się przyda ^_^ Sam Buddyzm jako filozofia ma w sumie tak wiele różnych tradycji, że wydaje mi się, że też te założenia odnośnie jedzenia mogą się różnić ;)

          • akima

            Proszę bardzo, ja też lubię wiedzieć i szukać jakichś nowych informacji ;)
            Z buddyzmem jest też o tyle specyficznie, że na dobrą sprawę nie jest on żadną religią, a właśnie bardziej filozofią, dlatego różnymi ścieżkami podążali jego zwolnennicy w różnych zakątkach świata przez co i on różnie ewoluował nie mając nad sobą bata jakichś dogmatów czy ksiąg religijnych ;)
            Samym buddyzmem w sumie aż tak bardzo nigdy się nie interesowałam. Jeśli w jakiś sposób można go wrzucić do worka „religie”, to z japońskich wierzeń najbardziej zawsze interesowało mnie Shinto ;)

          • O, o Shonto nigdy nie słyszałam – zaraz sobie zerknę co to takiego ;)
            Zdecydowanie Buddyzm nie jest religią, a bardziej filozofią, choć.. ..wielu pewnie chciało nadać jemu kształt religii, bo tak łatwiej sobie podporządkować ludzi, by mieć nad nimi władzę :)

          • akima

            Mi się zawsze podobały te ich wszystkie kami, yokai i w ogóle cała mitologia. Swego czasu, jak miałam nudną pracę i blokadę na internet, gdzie dostępna była tylko wikipedia i strona firmy, to przeczyłam wszystko, co było o Japonii na wiki ;P

  • Anja Trener

    Kurczę! Zajebiste masz podejście. Wreszcie takie jak trzeba w naszym narodzie, gdzie kasę za szkolenia ciągle od nas wyciągają!
    Każdy ma niepowtarzalny organizm i nikt mu nic narzucić nie może, popiera cię tutaj!
    fajny blog! tak 3 maj!

    • Hej Ania,
      bardzo dziękuję za przemiły komentarz i pozdrawiam! ;)