Jak smakują świeże daktyle – porównanie gatunków Mozafati, Sukari, Medjool, Deglet Nour, Barhi

Jak smakują świeże daktyle? Jakie warto kupić? Który gatunek jest najlepszy?

Ten post miał się ukazać już rok temu. Jedno kliknięcie na Wordpresie i.. ..wyparowała cała napisana niezapisana treść, której nie umiałam przywrócić. Odpuściłam, ale w końcu zabrałam się ponownie za ten tekst.

Zaktualizowany post o tym, gdzie można i gdzie warto kupować świeże daktyle oraz więcej o porównaniu gatunku Mozafati różnych producentów znajduje się TUTAJ – więc po szersze namiary tam odsyłam.

 

Skupię się oczywiście tylko na gatunkach, których przejadłam w życiu ogromne ilości – Mozafati, Sukari, Medjool oraz tych, których próbowałam – Deglet Nour, Barhi. O innych dostępnych u nas gatunkach tylko wspomnę pod koniec, bo ciężko się wypowiadać o smakach, których się nie próbowało.

nazwaporownanie daktyle

 

Daktyle Mozafati

Daktyle bardzo delikatne, miękkie, ogromnie soczyste – jak się dobrze trafi. Oczywiście bardzo słodkie – jak cukier z orientalną nutą. Niestety trzeba mieć na uwadze, że można trafić na słabsze partie, gdzie owoce w pudełkach są mocno wysuszone, twarde i generalnie fatalne. Różnica jest naprawdę ogromna pomiędzy bardzo udaną partią a bardzo nieudaną, dlatego przed zakupem Mozafati warto zobaczyć, czy daktyle są miękkie, soczyste, wilgotne, czy wysuszone i twarde. Mozafati koniecznie trzeba przechowywać w lodówce, chłodni lub innym chłodnym miejscu. Co za tym idzie – bardzo trzeba uważać przy zakupie tego gatunku w marketach (np. Carrefour, Auchan), ponieważ nie leżą one w lodówkach, tylko w cieple na dziale z owocami, gdzie potrafią szybko fermentować od wysokiej temperatury. Zatem dobrze jest je powąchać i absolutnie unikać kupowania takich, które jakkolwiek śmierdzą fermentem, alkoholem.

nazwaDSC_0019bbxx

Dostępność:

 

Daktyle Sukari

Cudownie słodkie. Niesamowicie karmelowe, dosłownie, jak mocno karmelowe „cukierki krówki”. Tak, to właśnie on – zdrowy, owocowy sobowtór tych krówkowych cukierków.

Sukari dzielą się na twarde, średnie i miękkie. Miękkie są totalnie rozpływające, jeszcze bardziej delikatne, niż soczyste partie Mozafati. Nie są tak mokre i soczyste, ale bardzo kremowe i miękkie. Twarde są dosłownie jak kruche wersje cukierków krówek – twarde, ale tak kruche, że nie trzeba ich mielić i przeżuwać, tylko od razu się rozpadają w buzi. Średnio-twarde odniosłabym w konsystencji może do tych „ciągutkowych” wersji  cukierków krówek. Sukari to jedne z najdroższych daktyli, ale czasem warto.

nazwaDSC_0006bbxx

nazwaDSC_0005bbxx

Można także kupić je w wersji „cooking”, która jest znacznie bardziej korzystna finansowo. Są to świeże daktyle Sukari pozbawione pestek, gdzie do pudełek mogą trafiać mieszanki wszystkich trzech wersji – miękkie, średnie, twarde. Wizualnie nie zachwycają, bo wyglądają bardziej, jak zlepiona breja. Jednak, jeżeli komuś kwestia wizualna nie przeszkadza, to są znacznie tańsze, a smakiem zachwycają tak samo. Mi się zazwyczaj trafiały bardzo miękkie zawartości, choć zdarzyło mi się trafić niefortunnie na zawartość tak twardą, że mogłam nimi gwoździe wbijać. Oczywiście te daktyle także są świeże, a oznaczenie „cooking” odnosi się tylko do tego, że daktyle bez pestek są w swoim „założeniu” przeznaczone do przyrządzania z nimi potraw/gotowania.

nazwaDSC_0020bbxx

nazwaDSC_0021bbxx

Dostępność:

 

Daktyle Medjool

Medjoole zachwycają słodyczą podobnie, jak Sukari. W środku porównałabym je do zbitej, miodowej marmolady, bardzo „mięsiste”. W każdym razie to są jakieś tam moje skojarzenia, bazujące na wspomnieniach smaków. Daktyle Medjool są zazwyczaj mniej soczyste (oprócz wersji Bonbonera), niż udane Mozafati, jednak duże wersje Medjooli są także miękkie i rozpływające się. Mimo, że są to świeże daktyle – jak wszystkie, które tutaj opisuję – to mają znacznie bardziej pomarszczoną skórkę, niż inne opisywane gatunki. Ale spokojnie – „ten typ tak ma”.

Przy Medjoolach/Medjoulach ogromną różnicę wg mnie stanowi klasa wielkości/jakości tego gaunku. W zależności od nazewnictwa producentów/importerów mamy tutaj owoce oznaczane Small, Medium, Large, Jumbo, Super Jumbo lub opisywane jako S, M, L, XL, XXL. Jeden owoc Medjoola potrafi ważyć od ok. 10 g do nawet 30 g. Dlaczego to tak istotne? Zazwyczaj te duże, świetne jakościowo daktyle są mięciutkie, bardzo mocno wypełnione miąższem, rozpływające się, bardziej soczyste. Jednak w przypadku tych małych, najtańszych wersji, doznania zmieniają się całkowicie – daktyle są twarde, bardziej suche, trzeba je mocno przeżuwać, nie rozpływają się, mają znacznie bardziej pomarszczoną skórkę. Dla mnie różnica jest na tyle ogromna, że dużymi Medjoolami (Jumbo, Super Jumbo oraz Large niektórych producentów) się totalnie zachwycam, a tych małych nie jestem w stanie skonsumować z przyjemnością.

nazwaDSC_0011bbxx

nazwaDSC_0015sbb

nazwaDSC_0016sbb

bbMedy Ambicowe

bbMedyAmbicowe2

 

Oczywiście za jakością idzie cena – im większe i „wyższej klasy” Medjoole, tym cena wyższa. Niektórzy na pewno nie odczują tak ogromnej różnicy i małymi, twardszymi, bardziej suchymi Medjoolami też się zachwycą. Jednak, jeśli ktoś jest dość wybredny i kluczowa jest dla niego miękkość i soczystość, to zdecydowanie warto postawić na te grubiutkie, duże rozmiary (szczególnie Jumbo/Super Jumbo lub niektóre Large). A jak się trafi na fajną partię, to pojawia się w Medjoulach, jakby efekt „crunchy” przy skórce. Ciężko to opisać, ale kto tego doświadczył, to na pewno skojarzy – delikatna skórka, ale jakby z „chrupnięciem” i ultra-mięciutki miąższ.

Medjool „Bonbonera” to największa, najbardziej mokra i soczysta wersja tego gatunku (a w sumie to i spośród każdego gatunku, który jadłam). Daktyle aż eksplodują soczystością po przegryzieniu. Niesamowicie kremowe, rozpływające się i delikatne. Są nieco mniej słodkie, niż standardowe świeże Medjoole, ze względu na swoją wodnistość i mniejsze skoncentrowanie cukru.

nazwaDSC_0009bb_1xx

Dostępność:

 

Daktyle Deglet Nour

Sprzedawane na gałązkach, smakiem wg mnie są czymś pomiędzy Sukari a Medjoolami, ale nie mają aż tak mocno wyraziście słodkiego smaku. Miodowo-karmelowe, ale jednocześnie wydają mi się być bardziej owocowe, niż po po prostu cukrowo słodkie. Na gałązkach trafiają się zarówno mokre i mięciutkie owoce, jak i zdarzają się też twardsze, mocno wysuszone. W konsystencji są takie żelkowato-galaretowato-budyniowate, bardziej do gryzienia i żucia. Są bardziej zbite niż Mozafati czy Sukari, choć niektóre sztuki Degletów są też są kremowo rozpływające.

W przypadku Deglet Nour proponuję wystrzegać się tych dostępnych w marketach na zafoliowanych tackach – to nie są świeże daktyle, ale suszone, najczęściej z dodatkiem syropów glukozowo-fruktozowych czy innego syfu. Całkowicie inny produkt.

nazwaDSC_0005cbb

Dostępność:

 

Daktyle Barhi

Jedni kochają, inni nienawidzą. Ja zdecydowanie zaliczam się do tych drugich. Świeże daktyle Barhi to jedna z najgorszych rzeczy, jakich w życiu próbowałam i zaliczają się do mojej TOP-3 najgorszych owoców, które jadłam.

Są to nieco inne daktyle, niż pozostałe tu opisywane. Są one dostępne przez bardzo krótki okres w roku (sierpień-wrzesień), chwilę po zbiorach. Nie można ich długo przechowywać (chyba, że się zamrozi). Odmiana Barhi ma trzy etapy dojrzewania – w pierwszym nie można ich jeszcze spożywać, natomiast w każdym z trzech kolejnych są już zdatne do spożycia i wywołują odmienne doznania smakowe.

  • Etap I: Kimri – daktyle jeszcze niedojrzałe, niezdatne do spożycia.
  • Etap II: Khalab – owoce są żółte, twarde, dość kwaśne, wytrawne.
  • Etap III: Rutab – daktyle miękną, stają się nieco ciemniejsze. Smak odniosłabym dosłownie do budyniowego kremu z napoleonki/kremówki.
  • Etap IV: Tamar – Barhi brązowieją, są jeszcze ciemniejsze, bardziej popękane i miękkie.

Generalnie jeśli ktoś lubi/lubił budyniowość kremu z kremówek/napoleonek, to zapewne się zachwyci tymi daktylami na dwóch ostatnich etapach. Jednak, jeśli ktoś nie był miłośnikiem takich smaków, to możliwe, że odrzuci go tak, jak mnie, odnosząc wrażenie, że to przejrzała, poobijana, sfermentowana gruszka. Barhi dojrzewają nawet w lodówce, więc po zakupie można czekać na każde kolejne stadium dojrzewania, próbować. Osobiście bardzo nie polecam. Ale zważając na to, że każdy ma inny gust i preferencje smakowe, to może warto spróbować i samemu doświadczyć albo zachwytu, albo odrzucenia ;)

nazwabarhi

Dostępność (w sezonie):

 

Inne gatunki

Obecnie w Polsce można upolować jeszcze takie gatunki świeżych daktyli, jak Mabroom, Ajwa, Um Kabar, Khidri, Dabbas, Khalas, Lulu, Khenaizi. Jednak ja żadnego z tych gatunków nie próbowałam, więc za bardzo się nie wypowiem. Nie są przesadnie sławne i zachwytów nad nimi nie słyszałam, więc mnie jakoś mocno do ich próbowania nie ciągnie. 

nazwaDSC_0017bb_1xx

Dostępność:

 

Co tu polecić?

Na pewno najlepsze pod względem stosunku smaku do ceny są Mozafati – zdecydowanie najtańsze, a jednocześnie (jak się nie trafi felerne pudełko) są cudownym słodkim rajem do jedzenia.

Moim hitem okazały się Medjoole Large Choice Dates (pomarańczowe pudło 1-kilogramowe) – bardzo miękkie i soczyste, jakościowo są blisko Jumbo, przy rewelacyjnej (jak na Medjoole), znacznie niższej cenie. A jeśli ktoś mocno nie liczy się z kosztami to warto spróbować opcji Jumbo, Super Jumbo i Bonbonera, która daje nieco inne doznania. 

Smakiem najbardziej zachwycają mnie Sukari. Je kupuję zazwyczaj w wersji „cooking”, ponieważ mi na ich wyglądzie nie zależy, a są znacznie tańsze, niż odpowiedniki z pestką. Jest to jeden z najdroższych gatunków, ale obłędny w smaku.

Sprawdzone sklepy, w których sama regularnie kupuję daktyle i wydaję w nich moje miliony (nie, ja nie prowadzę żadnego z tych sklepów i nikt mi nie płaci za pisanie o nich), to na pewno NŚD, czyli najlepszedaktyle.pl (Sukari, Medjoole, Mozafati) oraz warszawski sklep Ambic (Mozafati, ew. Medjoole).

A więcej i szerzej o cenach i o tym, gdzie kupić świeże daktyle – głównie Mozafati – i gdzie niekoniecznie warto kupować oraz jakich daktyli unikać, to pisałam w odświeżonym kolejny raz wpisie – TUTAJ.

Share Button
  • (Visited 623 times, 1 visits today)
    • Kasia Szewczyk

      Próbowałam większość wymienionych odmian – bardzo smakują mi sukari, zamawiałam w dużej ilości kiedy była promocja na nie, teraz wychodzi za drogo. Medjoole mnie nie zachwycają i nie zachęca stosunek ceny do jakości. Fakt, że nigdy nie próbowałam Bonbonery, brzmi idealnie, będę więc na nie polować. Ja jestem zdecydowanie mozafatiżercą, tych zjadam najwięcej. W sobotę kupiłam nowy karton, w którym jedne pudelka zawierają pyszne, soczyste daktyle, ale trafiają się też takie z wysuszonymi i twardymi. Czyli jednak – loteria. No i w przeciwieństwie do Shojin ja uwielbiam barhi. Do szaleństwa. Najbardziej takie stadium pomiędzy II i III etapem, są najmniej słodkie ale ten dziwny smak mnie zwala z nóg. No i co kilka dni smak się zmienia. W ubiegłym roku jadłam po raz pierwszy świeże bahri w sezonie ale całą zimę miałam dostęp do mrożonych (dzięki sklepowi Ambic), zjadlam ich prawie 20 kg. Zamrożone zostały w stadium ostatnim ale w dalszym ciągu były pyszne i soczyste chociaż rozciapciane trochę. W tym roku niestety trafiłam na złą partię w Najlepszych daktylach. Płakać mi się chciało, bo z 3 kg pudełka połowę wyrzuciłam. Nie dojrzewały, były twarde, marszczyły się a potem … pleśniały. Ogromne rozczarowanie:(

      • Dzięki Kasia za świetny i pomocny komentarz! :)
        Dla mnie w standardowych cenach, to wszystkie daktyle są porażająco drogie przy zjadanych ilościach, Medy i Sukari to już szczególnie. Dlatego tutaj pojawia się konieczność negocjowania z importerami lepszych warunków cenowych ^_^

        A te Twoje ostatnie, to które kupowałaś? Złota Palma czy NŚD?

        Jak zamawiasz daktyle i coś jest z nimi nie tak to reklamuj! Prawo konsumenta. Już nieraz ktoś się „żalił” na grupach niefortunnymi zamówieniami lub pudełkami, ale jak nikt nie składa reklamacji, to potem importerzy i sklepy, jak rozmawiam, to piszą, że nie mają prawie żadnych reklamacji i wszyscy zachwyceni. Nie ma co tracić pieniędzy ^_^

        • Kasia Szewczyk

          Te mozafati, które kupiłam ostatnio, to Green Palm 0,5 kg w pudełku. Kupiłam je w Ambicu. Fakt, że nie przyszło mi do głowy aby je reklamować:( Z jednej strony te suche też są zjadliwe a z drugiej i tak mam u nich dobre ceny więc nie chcę psuć relacji. Ale powiem im o tym następnym razem. Natomiast pierwsze barhi kupiłam w ubiegłym roku w NŚD i były super. W tym – do bani. Napisałam im o tym na FB, szybko się skontaktowali, kazali wyjąć z lodówki i trzymać w cieple to szybciej dojrzeją. Efekt był taki jak wspomniałam – zanim dojrzały już spleśniały. Wiem, że powinnam drążyć temat, tym bardziej, że z tego co słyszałam NŚD często uwzględniają reklamację. Ale odpuściłam. Niesłusznie. Następnym razem się poprawię:)))

          • Green Palmy ze swojego założenia są właśnie nieco bardziej suche i mniejsze, więc jak CI na tym zależy, to zdecydowanie Złota Palma. Chociaż oczywiście zdarza się, że można trafić na świetne Green Palmy lub tragiczną Złotą Palmę. Tak samo, jak u NŚD – czasem Mozafati zachwycają, a czasem tragedia. No, ale nie ma co się zrażać, bo i tak super, że z każdym importerem można wynegocjować lepsze ceny ^_^